A nazywa się tiffany blue. Kolor dość charakterystyczny.
I jak się okazało nie do uzyskania na żadnej maszynie w kilkunastu punktach ksero, które odwiedziłam w Poznaniu
i w czasie mojej wycieczki do Lublina.
Drukarki wypluwały albo zielenie albo błękity tylko nie ten, który miał być.
W końcu się poddałam i wybrałam najbardziej zbliżoną, choć dużo ciemniejszą od oryginału wersję.
I powstała taca.
Do kompletu powstała też imieninowa karteczka